Rozmowa z panem Leszkiem Grzanką, doktorantem Instytutu Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie i współpracownikiem Międzynarodowego Ośrodka Badawczego CERN w Szwajcarii pod Genewą, przeprowadzona podczas Festiwalu Nauki w Gimnazjum im. Jana Pawła II w Kluczach.

- Jako gimnazjaliści, przed którymi wkrótce wybór odpowiedniego profilu w liceum, zastanawiamy się, kiedy odkrył Pan zainteresowania fizyką, czy miał ktoś wpływ na Pańską decyzję dotyczącą wyboru kierunku studiów?

-Trudno powiedzieć o zainteresowaniu fizyką, nazwałbym to raczej zainteresowaniem światem, które pojawiło się u mnie pod koniec szkoły podstawowej. W starym systemie nauczania, kiedy szkoła podstawowa była ośmioletnia, pani Joanna Bojko prowadziła z nami w Chechle zajęcia dokształcające z fizyki. Później, podczas nauki w liceum ogólnokształcącym, wtedy czteroletnim, dojeżdżałem do Pałacu Młodzieży w Katowicach na zajęcia fakultatywne prowadzone przez pracowników Uniwersytetu Śląskiego (który koordynuje też teraz wasz projekt). Była to dla mnie okazja do zapoznania się z różnymi ciekawymi projektami z fizyki, z fizyką cząstek elementarnych. Potem, co ciekawe, wybrałem się na studia niezwiązane z fizyką - studiowałem matematykę i informatykę. Po studiach wyjechałem do CERNu, gdzie zajmowałem się fizyką i rozpocząłem doktorat z fizyki w Instytucie Fizyki Jądrowej PAN w Krakowie

- Skoro w kręgu Pana zainteresowań pojawiła się matematyka, informatyka i fizyka, to czy możemy powiedzieć, że od początku edukacji był pan tzw. ścisłowcem?

-Można powiedzieć, że jestem umysłem ścisłym, ale chętniej określam to mianem ciekawości. Lubię też czytać książki. Dojeżdżając pociągiem ponad godzinę do Pałacu Młodzieży w Katowicach, przeczytałem wszystkie lektury i większość literatury fantasy oraz science fiction, która wtedy była dostępna. Może się to wydawać nietypowe dla umysłów ścisłych, ale lubię czytać. Obecnie dojeżdżam codziennie godzinę do Krakowa tam i z powrotem samochodem, nie mogąc czytać, słucham audiobooków w samochodzie.

- Jest pan bardziej naukowcem teoretycznym czy praktykującym?

- Naukowo zajmuje się fizyką teoretyczną. W zastosowaniach domowych wiadomo, że bardziej się przydaje praktyka.

-Zastanawialiśmy się, czy umysł naukowca kiedykolwiek odpoczywa od tych wszystkich teorii. Jeśli jest Pan na przykład na urlopie i widzi dzieci grające w piłkę, to analizuje pan kąt uderzenia, działające siły, itp. czy też jak przeciętny człowiek postrzega pan otaczającą rzeczywistość?

-Raczej jak zwykły człowiek. Chociaż wyjeżdżając na wakacje z ludźmi pracującymi w CERNie, trudno uniknąć fizyki. Przebywam wówczas z osobami, z którymi na co dzień pracuję w tych samych laboratoriach. Stąd rozmowy często sprowadzają się do fizyki, przy czym tej raczej zabawnej, np. czy żaba może lewitować itd. Tak wyglądają dyskusje na wakacjach.

- Czy fizyk lubiący literaturę słucha jakiejś muzyki?

- W moim przypadku audiobooki wyparły raczej muzykę. Ale mój nieformalny szef w CERNie jest fizykiem a jednocześnie śpiewakiem operowym i muzykiem. Gra też na organach w kościele. Niedawno zaprosiłem go na koncert do Olkusza do bazyliki świętego Andrzeja, gdzie wystąpił. Jak widzicie, można dzielić zainteresowania muzyczne z fizyką. Na dodatek dziedziny te mają pewne obszary wspólne: dzięki muzycznej teorii śpiewu, mój znajomy śpiewał w bazylice w Olkuszu bez nagłośnienia i znakomicie było go słychać w całej katedrze.

- A ma pan jakieś hobby?

- Turystyka, wędrówka. Zaczęło się to od wypraw na rowerze, kiedy zjeździłem całą Jurę od Krakowa do Częstochowy. Później, w czasie studiów, wędrówki piesze, wreszcie przyszedł czas na początki wspinaczki, alpinizmu.

- Jak koledzy z Genewy zwracają się do Pana? Nie mają problemu z wymówieniem polskiego imienia?

- Czasem wymówienie imienia sprawia problem. Zależy to od narodowości. Ludzie mówiący językami istotnie różnymi od naszych, np. Chińczycy mają problemy, tak samo jak my mamy problemy z wymówieniem ich imion. Mój student miał na imię Zhengkui, co było bardzo podobne do polskiego dziękuję, za każdym razem, kiedy mówiłem komuś dziękuję, on się odwracał, bo myślał, że go wołam. Oczywiście wymawiałem jego imię w sposób niepoprawny, działa to więc w dwie strony.

- Dzisiaj, podczas wykładu nie wyglądał Pan na zdenerwowanego. Czy to kwestia przyzwyczajenia? Od kiedy prowadzi Pan takie wykłady?

-Dzisiaj było Was strasznie dużo, więc się stresowałem. Co do wykładów: będąc doktorantem w Polskiej Akademii Nauk, nie prowadzę zajęć ze studentami studiów pierwszego (inżynierskie) i drugiego stopnia (magisterskie). W ramach dydaktyki zajmuję się m.in. wymianą studentów pomiędzy krakowską AGH i CERNem, dochodzą do tego różne nieregularne wydarzenia, jak np. wykład dla Was.

- Lepiej się panu współpracuje ze studentami czy z gimnazjalistami?

- Trudno powiedzieć, to zależy od stopnia zainteresowania danej osoby tematem. Są studenci, którym się nie chce, z którymi ciężko się współpracuje i gimnazjaliści, którzy są naprawdę zafascynowani tematem. Bywa też na odwrót.

-Dziękujemy za poświęcenie nam czasu i bardzo ciekawą rozmowę.

- Dziękuję.

Wywiad przeprowadzili:

Jakub Dziechciewicz i Daniel Łaganowski

(dziennikarze szkolnej gazetki FUX)